Recenzja płytowa, czyli Msza h-moll XXI wieku

Jan Sebastian Bach „Msza h-moll”
Cantus Cölln w składzie (wokaliści):
Johanna Kloslowsky, Mechthild Bach, Monika Mauch, Susanne Rydén: soprany,
Elisabeth Popien, Hennig Voss: alty (alt i kontratenor),
Hans-Jörg Mammel, Wilfreid Jochens: tenory,
Stephan Schreckenberger, Wolf-Matthias Friedrich: basy.
(oraz zespół instrumentalny).
Dyr.: Konrad Junghänel
Wydanie: Harmonia Mundi HMC 801813.14 (wersja SACD)
Nagranie: Kościół Św. Osdaga, Neustadt-Mandelsloh, luty 2003
Czas nagrania: 100’40”
Okładka: Zmartwychwstanie Chrystusa Albrechta Altdorfera.

To najszybsze znane mi wykonanie Mszy h-moll, bo nawet unikając porównań z postromantyczną interpretacją [[Karl Richter|Richtera]]] (trwającą około dwóch godzin), typowy czas wykonania wynosi około godziny i czterdziestu pięciu minut (Rifkin, Gardiner, Herreweghe, Parrott). Tymczasem Junghänelowi wystarcza godzina czterdzieści.

I bynajmniej nie chodzi o to, by biorący udział w „wyścigu szczurów” słuchacze, mogli łatwiej znaleźć czas na posłuchanie Bacha. Po prostu Junghänel wybrał ze względów artystycznych, raczej wysokie tempa.

Zacząłem od temp, bo to chyba jedyne cecha tego nagrania, która jest bezapelacyjnie „naj-”. Już wybór obsady wskazuje na umiarkowanie Junghänela. Otóż mamy tutaj dziesięciu wokalistów (cztery soprany, dwa alty, dwa tenory i dwa basy), czyli po dwoje wokalistów na głos (fragmenty Mszy h-moll są pięciogłosowe) i odpowiadający im zespół instrumentalny (razem dziewiętnastu instrumentalistów). Można odnieść wrażenie, że przed Junghänelem o wyborze liczności zespołu decydowała przyjęta postawa wobec Bachowskiego chóru. Przyjęło się, że Bach miał po trzech śpiewaków na chór. I tak budują swoje chóry Gardiner i Herreweghe.

W odpowiedzi na to, pojawiła się antyteza, mówiąca że tak naprawdę tych trzech śpiewaków na głos, to był nieosiągalny ideał, i że utwory Bacha wymagają mniejszej obsady (OVPP), by ujawnić swoje piękno. I oto teraz Junghänel dokonuje syntezy – dwoje śpiewaków na głos w chórze (czyli minimum by mówić o chórze, dodam że minimum przez Bacha upragnione) i wykorzystuje je elastycznie, by nie powiedzieć bardzo elastycznie. Są fragmenty śpiewane przez cały taki chór (początek Kyrie, Gloria, Et in terra pax, Gratias agimus tibi, Cum Sancto Spiritu, Patrem omnipotentem – to już z Creda; Et resurrexit, Et expecto, czy też Dona nobis pacem), ale są też miejsca gdzie postawiono na wyrazistość polifonii, przy śpiewie z jednym wokalistą na głos (drugie Kyrie eleison, Qui tollis peccata mundi, Credo in unum Deum, Et incarnatus est, Crucifixus, Confiteor, Sanctus, Ossanna in excelsis). Co więcej, Junghänel potrafi wymienić cały zespół śpiewaków w czasie fragmentu Mszy – tak jest w Ossanna in excelsis, gdzie najpierw śpiewa pierwszy pięcioosobowy zespół (czyli mamy wzmocnioną obsadę sopranu), a potem drugi. Junghänel pozostawia też partie solowe we fragmentach chórów, któremu odpowiada opis zamieszczony w książeczce, a wskazujący że na przykład od taktu 20 do taktu 38 w Et in terra pax, solistką była Monika Mauch (opis jest niezbyt dobry, trochę pozostawia do zgadywania o kogo chodzi).

Parę słów wymaga obsada instrumentalna. Otóż jest ona dla mnie nieco dziwna. Dziwią mianowicie nieliczne smyczki. W sumie mamy sześć instrumentów smyczkowych, w tym troje skrzypiec i to niezbyt dobrze brzmiących, podczas gdy trąbek, standardowo mamy trzy. Jest to rzeczywiście mało „smyczkowa” interpretacja Mszy h-moll, w której często przewagę uzyskują instrumenty dęte (obok trąbek, mamy róg, dwa flety, dwa fagoty i trzy oboje). Nie przeszkadza mi to bynajmniej, wręcz przeciwnie, słuchając po raz kolejny podziwiam brzmienia, w tym oryginalną teksturę Quoniam tu solus sanctus, zdominowaną przez instrumenty dęte.

Konrad Junghänel dzięki elastycznemu wykorzystaniu obsady może wiele osiągnąć, ale co osiąga? Zasadniczo wydaje mi się, że jego wybory co do obsady są właściwe. Używa pełnego zespołu tam gdzie należy podkreślić uroczysty charakter Mszy, świetnym przykładem jest tu Gloria, obramowana przez bardzo uroczyste Gloria in excelsis Deo, oraz Cum Sancto Spiritu, z pełną obsadą. Ta pełna obsada ma dodatkową zaletę – nagrania Parrotta czy Rifkina często wydają się nazbyt suche, zbyt mało w nich zwykłego piękna śpiewu. (Absolutnie nie zarzucałbym tym nagraniom braku ducha – chodzi mi o zwykłą radość jaką daje śpiew dobrych śpiewaków, a tego znajduję dużo więcej u Junghänela.) Drugą zaletę podwójnej obsady ukazuje przejście z pojedynczego Crucifixus, do podwójnej obsady w Et resurrexit, gdzie wzmacnia ona efekt zwykłego przejścia od pianissimo do forte. Tam natomiast gdzie potrzebna jest pewna intymność i wyrazista polifonia, jak w Et incarnatus est, czy Crucifixus, stosuje Junghänel obsadę pojedynczą.

Gorzej jest u Junghänela z tempami. Owszem, są fragmenty gdzie i tempa są idealnie wpasowane, na przykład jedno z najlepszych Et in unum Dominum, jakie słyszałem. Ale już nie powiedziałbym tego o trochę za szybkim, nazbyt powierzchownym Dona nobis pacem. Tymczasem właśnie Dona nobis pacem, to jeden z moich ulubionych fragmentów Mszy h-moll.
Zasadniczo jest to piękne wykonanie Mszy h-moll, jakich można sobie życzyć jedynie więcej. Mogę nie zgadzać się z niektórymi tempami, czy doborem głosów (Mechthild Bach i Stephen Schrekcenberge mi się zwyczajnie nie podobali), rozważając jednak całość, rozwiązania Junghänela pasują idealnie do muzyki Bacha.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License