Tom Clancy "The Hunt for Red October"

Taki 'kaprealizm', czyli socrealizm na opak. W socrealizmie chwalono ludzi socjalistycznej pracy; tu chwali się ludzi kapitalistycznej pracy; tam przeszkadzali zachodni szpiedzy, tu — wschodni; tam ideałem ludzkości był socjalizm, tu — kapitalizm. Czy kapitalizm nie jest lepszy? Ależ jest, ale nie można z pochwałami przekroczyć pewnej granicy, za którą jest śmieszność. Tu może nie tyle przekroczono tę granicę, co zrobiono prostą agitkę, z czarno-białym światem, gdzie wszystko co zachodnie jest lepsze i to nie trochę, ale oba światy dzieli przepaść. Właśnie — agitkę i to mi w "Polowaniu na Czerwony Październik" przeszkadza; tym bardziej, że o ile Clancy nieźle poznał łodzie podwodne, o tyle o realiach życia za żelazną kurtyną wie niewiele, popełniając zabawne błędy.

Sama książka skłania do postawienia tezy, że choć krytycy brzydzą się socrealizmem (czytałem już zdanie brzmiące mniej więcej tak: "Obraz jest dobry, a więc z definicji nie jest socrealistyczny"…), to w gruncie rzeczy, gdyby nie pewna przesada, socrealizm dobrze oddawał oczekiwania wielu odbiorców sztuki, która ma być prosta i optymistyczna. I takie wymagania "Polowanie na Czerwony Październik" spełnia. (Bo i co z tego, że można dostrzec dwuznaczności moralne, skoro sam autor próbuje ich nie dostrzegać?)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License