Ludwig Erhardt „Igor Strawiński”

Biografia Igora Strawińskiego, o tyle ciekawa, że ukazująca także polską perspektywę (czyli zarówno przodków z Rzeczpospolitej Obojga Narodów (Strawińscy byli mieszkańcami dawnego Wielkiego Księstwa, jeden z przedstawicieli rodu brał udział w porwaniu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego za czasów konfederacji barskiej; po rewolucji Igor Strawiński rozważał zostanie polskim obywatelem, co było możliwe, ze względu na znalezienie się jego byłego majątku rodzinnego (a przynajmniej jego części) na terytorium odrodzonej II RP).

Fragmenty:

„Gdy Strawiński wracał do domu, na granicy włosko-szwajcarskiej w Chiasso przetrząśnięto mu walizy i znaleziono portret, który Picasso ofiarował mu w Rzymie. Na próżno kompozytor tłumaczył, że jest to jego podobizna narysowana przez znanego malarza – strażnicy nie chcieli uwierzyć, podejrzewając, że jest to jakiś plan. „Tak, plan mojej twarzy, i niczego więcej" – odpowiedział. Próby przekonania czujnych funkcjonariuszy okazały się daremne – postanowiono, że rysunek ten, cokolwiek by przedstawiał, nie może opuścić granic Italii. Strawiński odesłał go więc pocztą do ambasady angielskiej w Rzymie na adres lorda Bernersa, a ten przesłał mu go potem do Paryża drogą dyplomatyczną.”

„Młoda, czarująca dama zwierzała mu się. – Słuchając Ognistego ptaka lub Pietruszki doznaję niezwykłych przeżyć. Dlaczego nie odczuwam niczego słysząc pana późniejsze dzieła? – Zatroskany kompozytor odpowiedział: – Droga pani, w tej sprawie powinna pani poradzić się raczek swego lekarza.”

„Na ten jego telegram [PAK: Furtwänglera, który chciał dokonać prawykonania Kaprysu, granego już wiele razy, myląc go z Koncertem skrzypcowym] i fakt, że byłem niezupełnie trzeźwy, składam odpowiedzialność za wybryk, który od owego czasu dręczy moje sumienie, aczkolwiek niezbyt dotkliwie. Przechadzając się wieczorem między «greckimi» posągami przy jednej z alejek ogrodu Ville d’Este spostrzegłem, że marmurowe postacie pokryte były podpisami turystów. Wyjąłem ołówek i na gluteus maximus jakiejś niewątpliwej namiastki Apolla nabazgrałem «Wilhelm von der Furtwängler».”

„W pierwszych dniach kwietnia [1954] Strawiński przybył do Rzymu. „New York Times” donosił o tym na pierwszej stronie z powodu incydentu w Operze Rzymskiej, do której kompozytora nie wpuszczono na premierę Boulevard Solitude Henzego, gdyż nie miał na sobie fraka”.

„Bez względu na to, czy Kościół był, czy nie był najmędrszym mecenasem sztuki (a sądzę, że nim był – w Kościele popełnia się o wiele mniej grzechów muzycznych), bogactwo form muzycznych w Kościele było wielkie. Pozbawieni obrzędów muzycznych, mszy, pasji, kantat protestanckich, motetów, concerti sacri, nieszporów i tylu innych kompozycji – o ileż jesteśmy dziś ubożsi. To nie tylko obumieranie form, to atrofia władz ducha muzycznego”.

„Nie chciałbym dożyć tylu lat – dodawał zawsze Strawiński – podatki będą wtedy za wysokie”.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License