Józef Hen „Błazen – wielki mąż”

Że też Henowi się chciało — pisać książkę o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim i to 'na kolanach' (co nie znaczy, że wobec bohatera bezkrytycznie; ale jednak z uwielbieniem), w czasach, gdy określenia: antyklerykał, wolnomyśliciel, miłośnik kultury francuskiej, bynajmniej nie są pochwałami; raczej wprost przeciwnie. Ale Hen jest wyraźnie miłośnikiem pewnej oświeceniowej tradycji (o czym świadczy także Mój przyjaciel król.

Fragment:

"Na drugim końcu Europy, w Madrycie, José Ortega y Gasset gromadzi w tym czasie swoje Szkice o miłości. Porzucony właśnie przez kobietę – jak się można domyślać z pewnych napomknięć – i to na rzecz nieskomplikowanego rajdowca, dzieli się spostrzeżeniem, że kobieta w towarzystwie mężczyzny prymitywnego czuje się lepiej, „jak ryba w wodzie”. Po prostu może być sobą, nie musi napinać się do swojego „intelektualisty”. W Krakowie, w recenzji ze sztuki Urzędniczka pocztowa A. Capusa, kubek w kubek to samo (ale zabawniej, autoironicznie) formułuje polski pisarz: Jeżeli kobiety cenią inteligencję, to wyłącznie niemal jako siłę, jako broń, którą stała się ona w nowoczesnym ustroju; ale uczucie na tym tle jest zawsze wpółchłodne, jakby wyrozumowane: wszystkie bogactwa żywiołu, skarby owego uroczego macierzyństwa serca chowają dla tych godnych zazdrości bezmózgich pieszczochów, z którymi czują się tak bardzo sobą… (Niemal dosłownie jak ów sławny Hiszpan!). Będąc sam, niestety, inteligentnym człowiekiem, poczyniłem w tej mierze wiele smutnych doświadczeń; ale nie rozdrapujmy ran…”"

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License