Aleksandra Marinina "Złowroga pętla"

Lubię kryminały Aleksandry Marininy, ze względu na sympatyczną bohaterkę i 'postkomunistyczne' klimaty, bardzo dalekie od zachodnich kryminałów. Przez to wszystko się wydaje, że Aleksandra Marinina jest o wiele bardziej życiowa. A jej intrygi kryminalne… cóż, są różne, mają pewną tendencję do zbytniego wydumania… Ale dla opisu realiów warto ją czytać.

W internecie czytam uwagę pod adresem pisarstwa Marininy — "ma ciągotki socrealistyczne, bo milicjanci z zaangażowaniem ścigają przestępców, a korupcja to problem od stopnia generała w górę". To nie jest o złowrogiej pętli: mamy tu zaniedbania oficera śledczego, korupcję w środowisku naukowym, pamięć o skorumpowanym współpracowniku, na pół-mafijną działalność służb państwowych, itp. Ale rzeczywiście, bohaterowie Marininy są zaangażowani w pracę. Czy to jednak aż taka fikcja? Gdy na etaty nie ma pieniędzy, a mimo to są sukcesy, to oznacza, że ludzie robią coś, w co są emocjonalnie zaangażowani.

Fragment:

"Oczywiście, jego córki nie były zbyt religijne, a opowieści biblijne poznały nie z Pisma Świętego, lecz z książek Zenona Kosidowskiego, ale znały wszystkie święta prawosławne i traktowały je bardzo poważnie."
(Ech, jak lubię odkrywać takie lokalne smaczki. Bo czy ktoś na Zachodzie wie, kto to Kosidowski i jakie znaczenie dla upowszechnienia wiedzy o Biblii i jej księgach miały jego popularyzatorskie książki (Opowieści biblijne!), które — choć pisane z pozycji ateistycznych, w miarę wiernie i obiektywnie prezentowały samą historię biblijną (komentarze ateistyczne były w osobnych rozdziałach)?)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License