Olivier Messiaen "Saint François d’Assise"

"Saint François d’Assise" to opera franciszkańska w trzech aktach i ośmiu obrazach Oliviera Messiaena z 1983 roku.

Streszczenia opery dokonał sam Olivier Messiaen – kompozytor i librecista w jednym. Myślę, że jest to dobre i streszczenie, i wprowadzenie do dzieła:

„Streszczenie:

Operę umieszczono w XIII wiecznej Italii. Temat każdej ze scen zapożyczono z „Kwiatków św. Franciszka” i rozważań „O przenajświętszych stygmatach św. Franciszka”, dzieł napisanych przez anonimowych franciszkanów w XIV wieku. Mamy tu siedem postaci: anioła, św. Franciszka, trędowatego, brata Eliasza i trzech braci szczególnie kochających św. Franciszka: brata Leona, brata Macieja i brata Bernarda. Poprzez dzieło można ujrzeć wzrastanie w łasce duszy św. Franciszka. [PAK: Tłumaczyłem to streszczenie z tłumaczenia angielskiego. Jako „wzrastanie w łasce” przetłumaczyłem „the progress of grace”, co zdaje się sugerować, że ta opera Messiaena to jakiś pendant do dzieła Strawińskiego.]

Akt I.

Scena I: Krzyż

Święty Franciszek tłumaczy bratu Leonowi, że dla miłości Chrystusa powinien cierpliwie znosić wszelkie przeciwności, wszelkie cierpienia, i że jest to „radość doskonała”. [PAK: Przetworzony rozdział 8 „Kwiatków św. Franciszka”. Krzyż w nazwie bierze się z krzyża w tle i podsumowującego chóru: „Kto idzie za mną, powinien wziąć swój krzyż na ramiona…”]

Scena II: Lauda

Po recytacji porannych modlitw przez braci, św. Franciszek pozostaje sam i prosi Boga aby mógł spotkać trędowatego i potrafił go pokochać.

Scena III: Pocałunek trędowatego

Leprezorium. Trędowaty, straszny i odpychający, pokryty krwawiącymi i ropiejącymi ranami, agresywnie złorzeczy przeciw swojej chorobie. Święty Franciszek wchodzi i siada blisko trędowatego, mówiąc do niego łagodnie. Za oknem pojawia się anioł i mówi: „Trędowaty, twoje serce oskarża cię, ale Bóg jest większy od twego serca.” Zmartwiony słowami anioła i dobrocią świętego Franciszka, trędowaty odczuł wyrzuty sumienia za własne agresywne zachowanie. Święty Franciszek objął trędowatego. Cud! Trędowaty został uzdrowiony. Trędowaty tańczy z radości. Ważniejszy jednak od uleczenia trędowatego jest wzrastanie w łasce duszy świętego Franciszka i jego radość ze zwycięstwa nad samym sobą. [PAK: Scena II w „Kwiatkach” nie występuje, ale też i w operze stanowi ona jedynie uduchowione wprowadzenie do sceny III, wyprowadzonej z rozdziału 25 „Kwiatków”. W „Kwiatkach” nie ma jednak anioła, do przemiany trędowatego wystarcza sam święty Franciszek. Ale muszę przyznać, że anioł ładnie śpiewa, rozumiem więc Messiaena.]

Akt II

Scena IV: Podróżujący anioł

Leśnej droga do La Verna. Anioł pojawia się na drodze. Posiada on postać podróżnika. Puka do drzwi klasztoru, sprawiając straszny hałas symbolizujący nagły przypływ łaski. [PAK: Pojawieniu się anioła towarzyszą zawsze jakieś kołatki, czy coś takiego. Messiaen nawiązuje tu do tradycji teatru japońskiego…] Brat Maciej otwiera drzwi. Anioł zadaje bratu Eliaszowi, wikaremu w Zakonie, pytanie o predestynację. Brat Eliasz odmawia odpowiedzi i wyrzuca anioła za drzwi. Anioł puka do drzwi raz jeszcze i zadaje to samo pytanie bratu Bernardowi, który odpowiada na nie z mądrością. Gdy anioł znika, bracia Bernard i Maciej spoglądają po sobie, a brat Bernard zauważa: „To musiał być anioł…” [PAK: Przetworzony rozdział 4 „Kwiatków świętego Franciszka”. Zmienia się pytanie, zmienia się sposób spotkania z bratem Bernardem (w oryginale nie ma tu pytania, a anioł prowadzi go tylko przez rzekę). Libretto zilustrowano zdjęciami z salzburskiej realizacji. Ta scena wypadła wyjątkowo efektownie – brat Eliasz nie nosi habitu zakonnego – w garniturze, z jakimiś planami pod pachą, z teczką w ręce i samą tylko koloratką dla podkreślenia godności duchownego, wygląda on na zabieganego urzędnika kościelnego, który nie myśli o Bogu, a tylko o własnej, bardzo ziemskiej karierze.]

Scena V: Anioł-muzyk

Anioł zjawia się świętemu Franciszkowi i daje mu przedsmak niebiańskich rozkoszy, grając solo na violi. [PAK: Messiaen każe tu grać trochę jak na violi, trochę jak na skrzypcach, sposób w jaki Dawn Upshaw1 trzyma instrument jest rzeczywiście jakiś dziwny. A samo solo ma zostać wykonane na falach Martenota] Solo jest tak piękne, że święty Franciszek omdlewa. [PAK: Nie mogę tego znaleźć w „Kwiatkach”, a przecież to najbardziej naturalna i oczywista ze scen…]

Scena VI: Kazanie do ptaków

Jesteśmy w Asyżu, w Carceri. Wielki zielony dąb. Jest wiosna i śpiewa wiele ptaków. Święty Franciszek, a za nim brat Maciej, głoszą kazanie do ptaków i uroczyście je błogosławią. Ptaki odpowiadają wielkim chórem, w którym słychać nie tylko ptaki Umbrii, zwłaszcza krzyżodzioby charakterystyczne dla Carceri, ale także ptaki innych krain, odległych krajów, zwłaszcza w wyspy Pines w Nowej Kaledonii. [PAK: Dobrze, że Messiaen podpowiedział, że chodzi o 16. rozdział „Kwiatków”, bo nie mogłem go znaleźć. Co do „krzyżodziobów” – nie mogłem znaleźć o jakie czarnogłowe ptaki chodziło Messiaenowi, ale słowniki podpowiadają tu rodzaj Sylviae, czyli po polsku krzyżodzioby. Żaden jednak z polskich krzyżodziobów nie ma czarnego łebka, a jest to ważny fakt w libretcie… Z innych rzeczy – zastanawiam się nad tą Nową Kaledonią, i wyspą Pines „w kształcie wykrzyknika”. Widzę tu wyraźną ahistoryczność. W wizji święty Franciszek mógł widzieć i ptaki Nowej Kaledonii, a nawet kształt wyspy. Ale w XIII wieku nie istniały jeszcze wykrzykniki! Oczywiście też mógł zobaczyć w swej wizji, że coś takiego powstanie… To najnaturalniejsza scena dla takiego miłośnika ptasich treli jak Messiaen. Ale przyznajmy też, że ta 43 minutowa scena, zajmująca całą trzecią płytę, jest najnudniejsza.]

Akt III

Scena VII: Stygmaty

La Verna. Noc. Grota pod zwisającą skałą. Święty Franciszek jest sam. Pojawia się wielki krzyż. Głos Chrystusa symbolizowany przez chór, słychać niemal ciągle. Pięć świecących promieni-strzał kolejno wylatuje z krzyża i trafia w obie ręce, obie stopy i prawy bok świętego Franciszka, z towarzyszeniem strasznego dźwięku anielskiego pukania. Pięć ran, odpowiadających pięciu ranom Chrystusa, stanowi boskie potwierdzenie świętości świętego Franciszka.

Scena VIII: Śmierć i Nowe Życie

Święty Franciszek umiera wyciągnięty na ziemi. Otaczają go wszyscy bracia. Żegna się z wszystkimi, których kochał i śpiewa ostatni werset Pieśni Słonecznej, werset o „naszej siostrze śmierci cielesnej”. [PAK: Pieśń Słoneczna i Modlitwa Franciszkańska przewijają się przez sceny.] Bracia śpiewają psalm 141. Anioł i trędowaty zjawiają się przy świętym Franciszku by go pocieszyć. Święty Franciszek wypowiada ostatnie słowa: „Panie! Muzyka i poezja doprowadziły mnie do Ciebie […] w domyśle Prawdy […] oślepił mnie na zawsze nadmiar Twojej Prawdy…” Umiera. Biją dzwony. Wszystko znika. Podczas gdy chór śpiewa hymn o Zmartwychwstaniu, ścieżka światła oświetla miejsce, gdzie przedtem leżało ciało świętego Franciszka. Światło jest coraz mocniejsze, aż zaczyna oślepiać i staje się nie do zniesienia. Zapada kurtyna.” [PAK: Skąd Messiaen wziął te przedśmiertne słowa świętego Franciszka? Nie wiem.]


Wielka, ale czy opera? Mówi się czasem o oratorium, czy o swoistym misterium. „Wzrastanie w łasce” nie jest tematem szczególnie dramatycznym, choć dramatyczne sceny się i tu zdarzają, na przykład scena trzecia. Stephen Pettitt, którego opis tego dzieła zachęcił mnie do zakupu (jak się domyślacie, nie jest ono szczególnie popularne, choć w pewnych kręgach stać się już miało „legendą”), porównuje Messiaena do Bacha. Obaj kompozytorzy byli bardzo uduchowieni i „anty-dramatyczni”, więc do obu taki gatunek jak opera, wydaje się nie przystawać. Jednak Olivier Messiaen napisał na stare lata operę (prapremiera w 1983 roku, kompozytor miał wtedy 75 lat, a operę pisał lat 8, libretto chyba zaczął pisać nawet wcześniej).

Dlaczego opera ta nie jest szczególnie popularna? Przede wszystkim może uchodzić za trudną. Technika Messiaena jest kombinowana – śpiew (solo, nie chóry!) ma być jak najbardziej naturalny (sam Olivier Messiaen twierdzi, że wzorował się tu głównie na Musorgskim i jego „Borysie Godunowie”), ale towarzyszy mu muzyka jak najbardziej awangardowa. Trudno by taka muzyka stanowiła akompaniament do śpiewu, zwykle więc akompaniament jest prostszy (przypomina się barokowa technika z basso continuo). Muzyka ta komentuje wypowiedzi, niemiłosiernie je wydłużając.

Zresztą to co w tej operze najlepsze moim zdaniem to właśnie owe fragmenty orkiestrowe (nie wszystkie, ale posłuchajcie początku sceny drugiej, z „fabrycznymi” dźwiękami podczas modlitw) i chór. Chór zresztą ogromny (150 osób! orkiestra też jest duża – 119 muzyków, w tym trzy fale Martenota do obsługi). Ale jakże znakomite „Święty” w scenie drugiej! Jak mistrzowski „głos Boga” w scenie szóstej! A przecież nie tylko te chóry zasługują na uwagę. Czasami chór służy też do tworzenia swoistego podkładu dodatkowej „barwy brzmieniowej”. To mocne punkty tej opery!

Drugi powód niewielkiej popularności – koszty wystawienia (patrz: chór i orkiestra).
Trzeci powód niewielkiej popularności – charakter. Ta opera to nie barwna, dramatyczna historia, najlepiej oparta na miłosnym wątku, jak tyle innych oper, ale zaproszenie do medytacji. Biorąc pod uwagę technikę Messiaena i tematykę wręcz mogę się dziwić, że nie ma tu w sumie dłużyzn, nie licząc „kazania do ptaków” (na żywo może i tu nie byłoby dłużyzn.)

Na gorąco może i przyznałbym, że to dzieło nudne. Ale coś pozostaje we mnie po jego wysłuchaniu. Jest ono dla mnie ważne. Temat jest wystarczająco wielki, że choć Olivier Messiaen jest o wiele większym kompozytorem niż librecistą, to zebranie tych dwóch funkcji w jego rękach dziełu nie zaszkodziło.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License