Opera

Opera. Dramat muzyczny. Gatunków jest wiele (opera seria, opera buffa, drama per musica, Singspiel, itd., itp.), ale idea wspólna — opowieść toczy się nie tylko w słowach i gestach, ale także w muzyce. Coś jak film, tyle że ze zmianą akcentów. W filmie na pierwszym miejscu jest obraz, potem słowa i gdzieś na końcu muzyka (oczywiście zwykle, są wyjątki); o tyle w operze na pierwszym miejscu jest muzyka. W tak ogólnej definicji trudno odróżnić operę od operetki, czy musicalu. Zresztą to chyba sztuczne rozróżnienia — niby operę łączy wspólna tradycja muzyczna (przynależność do muzyki klasycznej, czy poważnej), ale tak naprawdę tradycja ta jest bardzo zróżnicowana.

Opera powstała w końcu XVI wieku jako próba odtworzenia idei dramatu starogreckiego, który również był śpiewany (w ogóle tradycyjne teatry łączą 'teatr' i muzykę — to jakaś ogólniejsza zasada), rychło znajdując genialnego twórcę — Claudia Monteverdiego, dzięki czemu opera dotarła poza grono intelektualistów renesansowych. (Ciekawostką może być fakt, że wszystkie publiczne koncerty są dziedzicami opery, bo to właśnie opera zainicjowała publiczne, płatne występy muzyczne, ze specjalnymi salami. Wcześniej można było posłuchać muzyki na zabawie, czy w kościele, ale nie na specjalnym koncercie.)

Sam na operę otwarłem się dzięki Cosi fan tutte Mozarta, potem przechodząc wzloty i upadki tej miłości. Wzloty, gdy dostrzegałem doskonałą łączność między obrazem, słowem, treścią i muzyką (jak u Mozarta), upadki, gdy widziałem tylko snobistyczną rozrywkę ludzi nie zawsze mądrych i głębokich (jak wiele dzieł opery XIX wieku…).

Dzisiaj, by mnie wyciągnąć do gmachu opery na przedstawienie potrzebny jest Monteverdi, Mozart lub Musorgski. Albo ktoś na inną literę…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License