Neil Postman "Zabawić się na śmierć"

"Zabawić się na śmierć" to paszkwil na telewizję. O ile nie przepadam za tym specyficznym 'luddyzmem' Postmana (podpadł mi w "Technopolu"; sam się od luddyzmu odcina, ale… ale ma powód by się odcinać), o tyle w krytyce telewizji czuję w nim sojusznika. To oczywiście nie jest tak, że wszystko co nowe jest złe (a tak odbieram czasem Postmana), ale rzeczywiście telewizja wprowadza wszędzie myślenie rozrywkowe — powierzchowne, płytkie, w którym nie ma miejsca na prawdziwą dyskusję, kulturę, religię, a przede wszystkim (by nawiązać do podtytułu) debatę publiczną.

Bo niestety złe skutki widzę. Zwłaszcza dla polityki, gdzie aspekty wizualne przeważają nad intelektualnymi. Albo dla religii (choć nie jestem tak zaangażowany jak Postman) — opisy religii 'telewizyjnej', które opracował Postman w 'orwellowskim' roku 1984 (uwaga: Postman nawiązuje do Huxleya, nie Orwella — i słusznie), wydają się wprost profetyczne w obliczu krytyki polskiej recepcji pontyfikatu Jana Pawła II.

Telewizja jest i będzie, czy na nią narzekamy, czy nie. Nie jestem, aż takim krytykiem jak Postman, pamiętając choćby udaną, popularno-naukową Sondę — możliwą (jak widać) w telewizji. Ale o takie przykłady bardzo trudno…

[na blogu o "Zabawić się na śmierć"]

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License