Stanisław Lem "Bajki robotów"

"Bajki robotów" Stanisława Lemabyły za moich czasów lekturą szkolną w późnej podstawówce. Nikt lektur nie lubi. Zwłaszcza, gdy są źle dobrane. "Bajki robotów" miały prezentować młodzieży literaturę science-fiction. Miały. Do tego celu lepiej zapewne by się nadawały inne opowiadania, niekoniecznie Lema, ale jeśli już Lema, to raczej z cyklu o pilocie Pirxie.

Nie chcę przez to napisać, że "Bajki robotów" są kiepskie. Co to, to nie — słusznie uchodzą one za jedno z ważniejszych i większych dzieł Lema. To po prostu zła lektura na podstawówkę. Ktoś układając program wpadł na pomysł, że w podstawówce są dzieci, a dzieci czytają bajki. Tymczasem w podstawówce są "młodzi ludzie", którym imponuje dorosłość, nawet jeśli niewiele z niej rozumieją. Bajki dla nich to forma upokorzenia. Zwłaszcza, że Lem jest bardzo inteligentny — i bawiąc się w połączenie formy bajki i science-fiction, 'szyfruje' pewien przekaz, niezupełnie dla dzieci i młodzieży czytelny. Weźmy takie zawołanie na pewnej obcej planecie — "Awruk!". Czy dzieci dostrzegą, co to znaczy przeczytane wspak? I czy powinny zrozumieć? No właśnie…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License