Jakub de Voragine „Złota legenda”

"Złota legenda" to średniowieczne żywoty świętych, czasem wcale osobliwe. Stanowią świadectwo minionej kultury, jej osobliwości, czasem zdrowego rozsądku i dystansu, czasem — wprost przeciwnie. Posiadany przeze mnie tom jest faktycznie wyborem tego jednego z najpopularniejszych dzieł średniowiecza, za to wzbogaconym o dawne historie-legendy związane z polskimi świętymi (jak ze św. Wojciechem).

Fragmenty:

„To rzekłszy podszedł do martwego zwierzęcia i rzekł: Wstawaj, stary, wracamy do naszej gospody – a osioł natychmiast podskoczył, zerwał się i odniósł Germana do gospody, jak gdyby nic złego mu się nie przydarzyło.”
(No właśnie, ja bym się przejął zdrowiem osła, a ten jak nic służy swojemu panu. Widać cud zastępuje rehabilitację.)

„Ale szatan mieszkający w niej krzyczał: Jeśli Szczepan nie przybędzie do Rzymu nie wyjdę, bo taka jest wola apostoła!” (przypis: „Kapitalny jest ten diabeł w charakterze herolda woli świętych (tym razem najwidoczniej św. Piotra; zaraz dalej samego św. Szczepana), ale autor legendy zdaje się nie dostrzegać komizmu tej sytuacji.”)

„A ponieważ wiedza bez miłości nie buduje, lecz wbija w pychę […]”

„[o synie św. Augustyna], którego spłodził w młodości, gdy był jeszcze poganinem i filozofem […]”
(Czyli potem filozofem nie był? Faktycznie rodzina św. Augustyna to problem dla hagiografów, bo i tak źle i tak niedobrze… — choć zadziwiająco wiele osób go nie dostrzega.)

„Nie pozwolił [św. Franciszek] nawet wystrzyc sobie na głowie tonsury mówiąc: Niechże i moi prości bracia także mają swój udział w mojej głowie.”

„Św. Franciszek wolał zawsze słyszeć naganę niż pochwałę.”
(Wciąż słucham i czytam o św. Franciszku. To znaczy nie ciągle, ale jednak od czasu do czasu. I ten rys umiłowania nagan, biedy, samokrytyki sprawia wrażenie aż czegoś chorego. Podkreślam to, bo sama tendencja jest dobra, przynajmniej u świętego, pozwalając uniknąć pychy. Jednak to co robił i mówił św. Franciszek bywa tak pozbawione umiaru, że przypomina chorobę psychiczną. Takie przynajmniej naszły mnie kiedyś myśli po lekturze opisu paranoi w podręczniku psychologii. Co piszę z pewną przykrością, bo kogo, jak kogo, ale Św. Franciszka trudno nie lubić i nie dostrzegać w nim wyjątkowego naśladownictwa Chrystusa.)

„Ujrzawszy go wchodzącego cesarz rozgniewał się bardzo, że go wpuszczono, i nie chciał wstać na jego powitanie. Wtedy nagle krzesło królewskie stanęło w ogniu, który począł parzyć cesarza w tylną część ciała, tak że musiał, pełen wściekłości wstać.”

„[Św. Marcin] Gdy bowiem pewnego razu podpalił pewną świątynię pogańską, […]”
(Dzisiaj wiem więcej i przestało mnie to dziwić, ale przy pierwszej lekturze mnie dziwiło, że czyny, które dziś by potępiono i może nazwano nawet 'terroryzmem' kiedyś były przyczynkami do świętości.)

„[Mnisi na Monte Cassino św. Wojciechowi] Powiedzieli mu bowiem, że zbawienia duszy nie znajduje się przebiegając rozmaite kraje, lecz wedle psalmisty [PS 50,19] w uciśnieniu ducha i pobożności skruszonego serca.”

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License